Rada Krajowa Nowoczesnej (ALDE) ambitnie o przyszłości

Posłowie i posłanki Nowoczesnej w Sejmie, Adrian Grycuk dla Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0 pl, źródło

„Nadzieja wraca do Nowoczesnej, nadzieja wraca do Polski”

18 marca w Warszawie odbyła się pierwsza od czasu zmiany władz Rada Krajowa Nowoczesnej. Było to drugie spotkanie w tej kadencji, mające na celu „odpowiedzieć na pytanie, gdzie Nowoczesna jest i dokąd zmierza”. Składało się z dwóch części – z otwartej, dostępnej dla mediów, podczas której przemawiali liderzy ugrupowania oraz zamkniętej, podczas której odbyto dalsze rozmowy programowe o „nowoczesnej Polsce”.

„Nie ma wolności bez Nowoczesnej i nie ma Nowoczesnej bez wolności”

Rozpoczynając zjazd, Przewodnicząca Lubnauer przedstawiła swoją wizję partii – „Jesteście tutaj wszyscy, ponieważ podzielacie te same wartości i myślicie o nowoczesnej Polsce” – mówiła do zgromadzonych. „Nowoczesna tak na początku, jak i teraz, jest wspólnotą wartości, jest wspólnotą idei, wspólnych marzeń o przyszłej Polsce”. Zdaniem liderki, wartością centralną jest „największa dla liberałów wartość”, za którą uważa wolność. Przewodnicząca apelowała, by „odważnie i bezkompromisowo stać na straży wolności we wszystkich jej wymiarach i odważnie poszerzać te obszary” oraz wyliczała je: „wolność osobista, wolność sumienia, wolność słowa, wolność zgromadzeń i wolność gospodarcza”.

Katarzyna Lubnauer przekonywała, że jej partię cechują odwaga i konsekwentność, podkreślając, że nie boi się ona podejmować trudnych politycznie tematów, takich jak przyjęcie przez Polskę euro. Wyraziła też nadzieję, że Nowoczesnej uda się Polskę „skierować na liberalny kurs”, obierając za cel, jak to określiła, promowanie aktywności i kreatywności jednostek, a nie ich bierności, o co oskarżyła PiS (ECR), odbudowę dyplomatycznej potęgi Polski oraz odważne stanie na straży praw i wolności obywatelskich, w tym praw kobiet, przedsiębiorców i cudzoziemców, a także „wszystkich tych, którymi PiS gardzi – mniejszościami seksualnymi, etnicznymi i religijnymi”.

„Nadejdzie dzień, w którym Polakom przestanie wystarczać polityka historyczna PiS” – wróżyła Przewodnicząca – „już niedługo szczucie na innych, na ludzi o innych poglądach, na obcych, Polacy odbiorą jako ślepą uliczkę”. Jak uważa polityczka, „już niedługo Polacy stwierdzą, że zasługują na więcej wolności obywatelskiej i gospodarczej”. Liderka Nowoczesnej nie ukrywała przekonania, że ten dzień przyjdzie dzięki jej partii.

Poza zaznaczaniem, jak ważna jest wolność, Katarzyna Lubnauer zauważyła też wagę równości. „Równouprawnienie płci jest fikcją, podobnie jak równość wobec prawa i równość szans” – zwróciła uwagę. Liderka opowiedziała się za podejmowaniem walki z uprzedzeniami związanymi z orientacją seksualną, statusem społecznym i materialnym oraz wyraziła przekonanie, że, ponieważ wszyscy są różni, należy odrzucić dzielenie ludzi na lepszych i gorszych, stosując jakiekolwiek kryterium – jak przekonywała, „nikt, bez względu na to, w czyim imieniu mówi: w imieniu własnym, jakiejkolwiek władzy, czy jakiegokolwiek boga – nie ma prawa nikogo wykluczać”.

„Wolność i równość zawsze razem”, dodała, wiążąc te dwie wartości z trzecią – z solidarnością. „Jednym z haseł słynnego zrywu Polaków lat 80′ było ‚nie ma wolności bez solidarności’. Też w to głęboko wierzę”, przyznała liderka, wyrażając opinię, że, aby stać się prawdziwą wspólnotą, Polacy muszą troszczyć się o siebie nawzajem – o słabszych, chorych i mniej zamożnych – „tak, jak w dobrej rodzinie”. Tym samym Katarzyna Lubnauer wezwała, by „mądrze połączyć” solidarność z wartościami liberalnymi.

Wspólna waluta i przyszły rząd

Na Radzie przemawiał też były przewodniczący, Ryszard Petru. Swoje przemówienie rozpoczął od obietnicy współpracy ze swoją następczynią, skupił się jednak na kwestiach programowych.

Za sprawy kluczowe uznał bezpieczeństwo geopolityczne i ekonomiczne Polski – „Chcielibyśmy, żeby Polska była bogata i żeby była bezpieczna, żeby nikt w Polsce nie musiał się obawiać o jutro i żeby żaden Rząd nie doprowadził w przyszłości naszego kraju na skraj bankructwa” – zapewniał. Ryszard Petru przyznał też, że marzy, by przyszłość Polski na zawsze była związana z „bogatą Europą”, a jej sojusze „stałe i silne”, a nie tymczasowe.

Były przewodniczący przekonywał, że takie marzenia są realne, ale wymagają „odważnych decyzji” i zasugerował, że drogą ich spełnienia jest euroizacja. „Gdyby była Polska w euro, to nikt nie musiałby się dzisiaj zastanawiać, czy my już wychodzimy z Europy, czy zaraz wyjdziemy” – stwierdził. Zadał tez kłam twierdzeniom „pseudoekspertów partii rządzącej”, które głoszą, że, żeby wchodzić do strefy euro, trzeba mieć takie zarobki, jak w krajach Europy Zachodniej. „To bzdura” – skwitował je, wysuwając zamiast tego przeciwną tezę – „żeby były takie zarobki, jak w krajach Europy Zachodniej, trzeba wejść do euro, żeby być bardziej konkurencyjnym”.

Ryszard Petru nie przegapił okazji, by wytknąć hipokryzję Mateusza Morawieckiego, przypominając jego jednoznacznie pozytywną opinię o przyjęciu wspólnej waluty z 2013 roku. Przyznał natomiast, że „zauważył ostatnio istotną zmianę w Platformie Obywatelskiej (EPP)”, odnosząc się do przychylnego wspólnej walucie stanowiska tej partii. „Bardzo dobrze” – ucieszył się – „bo teraz możemy wokół tego zbudować dużą koalicję merytoryczną na wybory europejskie i parlamentarne”. Jak uważa były przewodniczący Nowoczesnej, będzie to ważny element, który w przyszłości może stać się „podstawą programu koalicji rządzącej”.

Historyczne wybory

„Wybory parlamentarne 2019 będą wyborami historycznymi i od nas zależy, czy będą historyczną porażką, czy historycznym zwycięstwem społeczeństwa obywatelskiego Polaków; społeczeństwa obywatelskiego, które chce polski demokratycznej, polski prawa, polski trwale osadzonej w Europie” – uznał Adam Szłapka, kolejny z mówców. „Jestem pewien, że te wybory są możliwe do wygrania”, przekonywał. Zaznaczył jednak, że warunkiem tego jest wspólny start wszystkich sił, „które chcą Polski demokratycznej, Polski reguł, Polski praworządnej, Polski w Europie”, co dziś „nie wydaje się możliwe”.

„Przyjmijmy z góry, że nie zrealizujemy swoich programów. Zróbmy tylko tyle i aż tyle, że przywrócimy zasady demokratycznego państwa prawa, że odwrócimy nieuchronny marsz Polski na Wschód” – nawoływał. „To muszą być wybory, które wybiorą nie Sejm, a Konstytuantę”. Szłapka apelował, by odłożyć na bok programy, założyć, że to nie czas na rywalizację – „Mamy stworzyć wspólną listę tylko po to, żeby wygrać wybory, tylko po to, żeby stworzyć konstytuantę, tylko po to, żeby przywrócić reguły gry i grać dalej, rywalizować na programy w demokratycznym państwie prawa”, nalegał.

Zdaniem Szłapki, tylko takie podejście pozwoli pogodzić opozycję na tyle, by wystawiła wspólną listę, na której, poza swoją partią, polityk widział też Platformę, PSL (EPP), SLD (S&D), Razem, Barbarę Nowacką i Roberta Biedronia oraz aktywistów z organizacji pozarządowych. Szłapka wyraził także przekonanie, że tylko taka lista może wywalczyć potrzebną większość konstytucyjną.

„Musimy przygotować kontrakt, musimy przygotować umowę społeczną, która będzie podstawą takiej wspólnej listy”, przyznał. Zgodnie z wizją Szłapki, podstawą takiej umowy powinno być przywrócenie niezależnego wymiaru sprawiedliwości i „przyjęcie ustaw, które odbudują to, co zniszczyło Prawo i Sprawiedliwość z naruszeniem konstytucji”, czyli Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądownictwa i Sąd Najwyższy, ale też wprowadzenie dodatkowych bezpieczników do Konstytucji – „Konstytucja, która przez lata funkcjonowała dobrze, pokazała swoją słabość w zderzeniu z barbarzyństwem prawnym Jarosława Kaczyńskiego” – uznał.

Jednym z rozwiązań, za którymi opowiedział się Szłapka, było zwiększenie otwartości polskiego systemu parlamentarnego przez rezygnację z przeliczania głosów na mandaty metodą d’Hondta – „Nigdy więcej nie może zdarzyć się tak, że ugrupowanie, które nie uzyskuje większości bezwzględnej w wyborach, uzyskuje bezwzględną większość w Sejmie”. Innym postulatem polityka było obniżenie progu wyborczego, który „zniechęca wyborcę” – „Znacznie lepiej wybrać partię, która wprowadzi do Sejmu 10 czy 15 posłów, a będzie mnie reprezentować, mówię to w imieniu wyborców, a nie kolejny raz być zmuszanym do mniejszego zła”, stwierdził.

Wtórując Ryszardowi Petru, Adam Szłapka podpisał się też pod „silniejszym zakorzenianiem Polski w Europie”. Jak uważa polityk, „w 2003 roku Polacy wybrali Unię Europejską ze względu na wartości, nie ze względu na pieniądze”, a sama decyzja była „cywilizacyjnym wyborem”, za jaki na równi polityk uznał też przyjęcie wspólnej waluty. „To jest prosta alternatywa: albo bezpieczna, stabilnie rozwijająca się Polska w integrującej się Europie i świecie zachodnim, albo dryf w objęcia Rosji, która tylko na to czeka”, podsumował.

„Różnorodność stanowi o sile kraju, jeśli państwo ją zaakceptuje”

Podczas konwencji prezentowano również prace legislacyjne, których Nowoczesna podjęła się w bieżącej kadencji Sejmu, m.in. projekt wprowadzający związki partnerskie. „Nie naszym zadaniem jest mówienie ludziom, jak mają żyć” – mówiła Monika Rosa, opowiadając o projekcie – „Nikt nie ma boskich, moralnych, ludzkich czy jakichkolwiek innych przewag, by mówić, które dorosłe osoby mogą zakładać rodziny, kochać się i mieć dzieci, a które nie”.

Posłanka przedstawiła też projekt ustawy uznającej śląski jako język regionalny – „My, na Śląsku, czujemy bardzo, jak państwo nas nie akceptuje, jak bardzo boi się różnorodności, jak bardzo ją ignoruje albo zwalcza”. Jak zapewniła, język, odmienność i tożsamość kulturowa Ślązaków są faktami. „Język śląski jest żywy, rozwija się, są tworzone sztuki, książki, tłumaczenia, pisane piosenki” – wyliczała.  Monika Rosa nie ukrywała, że Ślązacy chcą, by Polska usłyszała o nich i ich trudnej historii – „Chcemy, żeby mówiono o tym, że na terenie Śląska były obozy koncentracyjne w powojennej Polsce, gdzie zamykani i mordowani byli Ślązacy”, wyznała. Przekonana, że „dla wszystkich jest miejsce w Polsce” sprzeciwiła się też jednoznacznie odgórnemu tworzeniu wyobrażeń, jaki ma być Polak, a swoje wystąpienie podsumowała po śląsku.

 

 

 

Dodaj komentarz